wtorek, 12 marca 2013

...bo czas się otrząsnąć...

... walczę ze sobą. Los spłatał mi przykrego figla. Choć nie wiem czy to jest dobre określenie, chyba najłagodniejsze jakie przychodzi mi na myśl. Zabrał najdroższą mi osobę. Tą która znała mnie jak nikt inny. Tą która wychowała mnie i była przy mnie zawsze. Naiwnie myślałam,że babcia nie odejdzie nigdy. Mnie pozostał smutek, niekończąca się tęsknota i konieczność pogodzenia się ze zmianami. Pogodzenia się z tym, że moja ostoja, osoba która zawsze mnie rozumiała i znała odpowiedź na każde pytanie, miała gotowe wyjście z każdej sytuacji, jest już teraz tylko we mnie, w moim sercu...I stamtąd właśnie podpowiada mi,że czas by się otrząsnąć i wyjść z funkcji " nie lubię nic". Oczywiście to się nie tyczyło wszystkiego i wszystkich. Alergia dotyczy komputera,  komunikatorów, bezowocnych rozmów, mało istotnych informacji "kto z kim i po co", Katarzyny W. itp. Komputer jakby podłączony pod prąd. Wołał mnie tylko na chwilkę by sprawdzić, czy aby ktoś nie chce ode mnie czegoś ważnego lub by odpisać, że tak żyję i jakoś się trzymam. Absolutny chaos który próbuje zagłuszyć sprzątaniem,  gotowanie ,praniem i tysiącem innych przyziemnych rzeczy trzeba uporządkować. Chwile spędzone z synkiem, mężem, rodziną, psami teraz liczony jest jakby podwójnie. Zawsze to wiedziałam , ale teraz to wiem z największą świadomością...to najcenniejsze co mamy. Ehhh...jak już się przełamałam i usiadłam przy komputerze, a co trudniejsze opowiedziałam co mnie boli. Lekko z dystansu pokaże to co skończyłam jeszcze w styczniu dla pewnej młodej damy. Tak, w sam raz na czas jej przyjścia na świat. Odwieczna prawda, jedni odchodzą a inni się rodzą. Ja zawsze bardzo się cieszę na wieść o nowym obywatelu świata. A oto produkcja w którą włożyłam bardzo dużo pracy i serca...


FAZA ODPOCZYNKOWA











 UWOLNIONY, GOTOWY DO DROGI






   Myślę,że tu nie ma co za dużo gadać. Najwięcej uwagi włożyłam na koniec. Chciałam, by na listwie, choć wielobarwnej kolory układały się nie przypadkowo, lecz zgrabnie. Wymagało to ciachania i łączenia. Kocyk jest spory ma 75 cm x 105 cm. Zrobiony według wzoru Lete, której blog chętnie podglądam :) Włóczka cotton gold numer 3685, wybrany przez mamę Magdalenki. Wiele bardzo krótkich nocy i oto jest. Zdjęcie które ucieszyło mnie szczególnie to to na którym kocyk czeka z pozostałym sprzętem na cud narodzin.

O TO...



Przyznaje, że kończąc pisanie odczuwam jakby ulgę. Domyślam się ,że mój przekaz może być lekko nieładny i nieskładny Chyba jak we wszystkim najtrudniejszy jest pierwszy krok. Z tego miejsca chcę z góry przeprosić jeśli komuś coś obiecałam, miałam coś zrobić lub nie wiem choćby się odezwać, a tego nie zrobiłam. Mój poukładany choć zwariowany lekko świat stanął na głowie, potem jeszcze trochę stał , a na koniec runął z wielkim hukiem... teraz układam go na nowo.

5 komentarzy:

  1. Piękny kocyk,Kochana na pewno wszystko się poukłada na nowo.Głowa do góry :)Pozdrawiam cieplutko

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuje, poukładać się musi. Nie ma innego wyjścia. Na razie czas działa na niekorzyść. Wierze ,że w końcu ,choć lekko mi ulży. Pozdrawiam bardzo, bardzo serdecznie.

      Usuń
  2. Pięknie upleciono Pleciugo;) A życie...gdyby ono miało dupę...ehhhh

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. dziękuję, ehh miło,że się podoba. A życie gdyby miało dupę to bym założyła najcięższego trepa co by je porządnie skopać :)

      Usuń
  3. thank you for this your broadcast provided bright clear concept..




    หนังฝรั่งแอคชั่น

    OdpowiedzUsuń